„Kochanie, to nie to, co myślisz”

„Kochanie, to nie to, co myślisz”, czyli fajka, grzejnik i własny słoń

Gdy w roku 1929 René Magritte zaprezentował słynną „Zdradliwość obrazów”, wywołał poruszenie wśród odbiorców. Pod bardzo realistycznym, wręcz katalogowym wizerunkiem fajki bowiem widniał komunikat: „To nie jest fajka” („Ceci n'est pas une pipe”). Śmiałe wyzwanie rzucone zmysłom i rozsądkowi. Więc co to jest, jeśli nie fajka?

Zabrzmiało to prawie jak powszechnie znana deklaracja: „Kochanie, to nie to, co myślisz”. Ale co myśleć w sytuacji, gdy zaprzeczono temu, co widać wyraźnie i nie ma wątpliwości wobec natury tej rzeczy? A może w tym szaleństwie jest metoda? Może warto zboczyć ze ścieżki pragmatyzmu i odrzucić filozofię inżyniera Mamonia: „Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu”. W kontekście designu z kolei nazywamy to „Forma podąża za funkcją”. Czy musi tak być?

W książce „Sposoby widzenia” John Berger stwierdza, że „nasza percepcja czy ocena obrazu zależna jest także od naszego własnego sposobu widzenia”. Nie miejmy więc oczu szeroko zamkniętych (Tomowi Cruise'owi na dobre to nie wyszło) i zobaczmy, że przedmioty mają więcej twarzy. Raczej nie pięćdziesiąt, jak Grey, ale na tyle dużo, by nawet w tych codziennych znaleźć drugie dno – nietypową dla określonej funkcji formę albo inną funkcję dla znanej formy. Historia designu zna te numery i nie widzę przeszkód dla takich zabaw na co dzień, tu i teraz albo przy okazji najbliższego remontu.

„Droga wyobraźnio, najbardziej w tobie kocham to, że nie przebaczasz”

André Breton (pierwszy „Manifest surrealizmu”, 1924 r., tłum. Adam Ważyk)

Chociaż tutaj jednak też są jakieś granice. Nie namawiam przecież do owijania futrem filiżanki do kawy, jak Meret Oppenheim, lub instalowania w telefonie homara zamiast słuchawki, jak Salvador Dali.

„Ciągle żyjemy pod władzą logiki (…) Cieszący się ciągle powodzeniem racjonalizm absolutny pozwala rozpatrywać tylko zjawiska związane ściśle z naszym doświadczeniem. (…) zdołano skazać na banicję wszelkie poszukiwania prawdy niezgodne z przyjętą normą”, utyskiwał André Breton w roku 1924, przewidując jednak, że „wyobraźnia odzyska swoje prawa”.

Mniej więcej pół wieku później dobitnie ukazali to buntownicy z radykalnego ruchu antydesign (ach, ten włoski temperament!), przewracając wzornictwo do góry nogami, czasem wręcz dosłownie. Powstawały przedmioty użytkowe, ale na pierwszy rzut oka trudno było rozpoznać ich zastosowanie, głęboko ukryte pod formą. Spełniały swoją pierwotną funkcję, choć ta nie grała pierwszych skrzypiec, w przeciwieństwie do zdyscyplinowanego modernizmu, gdzie fotel ma miękkie siedzenie i najlepiej cztery nogi. A tu? Kaktus-wieszak, fotel-tabletka, regał jak piramida z klocków…

Zróbmy więc i my ćwiczenia z wyobraźni, nadając dodatkową funkcję albo niezwykłą formę przedmiotom codziennego użytku. Lubię cytować Steve’a Jobsa, który uważał, że kreatywność to nic innego jak łączenie rzeczy, zauważanie połączeń między nimi. Spójrzmy więc okiem rebelianta na coś dobrze znanego, na przykład na grzejnik. Z reguły wisi na ścianie, najczęściej ukryty gdzieś pod parapetem, a jego zadaniem jest, jak sama nazwa wskazuje, grzać. Projektanci PURMO jednak proponują żonglerkę formą i funkcją, przy zachowaniu użyteczności: grzejnik w formie wieszaka na kurtki i płaszcze, zdobiący przedpokój i dobrze widoczny („Imia”), albo grzejnik w formie ławki („Delta Column Bench”), na której wygodnie można przysiąść i ogrzać się jak niegdyś na przypiecku, a nawet grzejnik jako barek lub stolik, także na zewnątrz („Delta Bar”). Można? Można! Zanućmy teraz, jak Frank Sinatra, „I did it my way”!

A propos kreatywności i robienia po swojemu. Proponuję w naszych ćwiczeniach pójść jeszcze dalej, wielowymiarowo. Inspiracją niech będą chociażby projekty Okiego Sato, szerzej znanego jako Nendo. Jego kolekcja mebli „thin black lines” jest niczym rysunki wyłaniające się z kartki papieru; to cienkie czarne linie, zlewające się w jedność z własnym cieniem. Innym wspaniałym przykładem jest stolik „moya”, na którym postawione przedmioty zdają się lewitować. Albo dywany „Slinkie” (proj. Patricia Urquiola), które przyprawiają o zawrót głowy, choć bardzo porządnie przylegają do podłoża.

Światłem, cieniem i kolorem można kształtować przestrzeń, osiągając naprawdę niezwykłe efekty. Dołóżmy do tego jeszcze żonglerkę formą i funkcją, a otrzymamy pomieszczenie niezwykłe; z własnej bajki. Potrzeba tylko trochę wyobraźni, spontaniczności i zejścia z utartych ścieżek, czego właśnie domagał się André Breton z całą armią surrealistów.

Wykorzystajmy to, że każdy widzi po swojemu. Jak w przypowieści o ślepcach, którzy na prośbę króla mieli opisać przyprowadzonego im słonia. Jeden dotknął trąby i wykrzyknął: to wąż! Drugi lekko ukłuł się o kieł i orzekł: to miecz! Trzeci dotknął nogi i uznał, że to drzewo. Czwarty zamiast ucha poczuł wielki liść kapusty. Piąty złapał za ogon i był pewny, że to gąsienica. Szósty pogładził skórę i powiedział: to ściana. Król zebrał ich wokół siebie i rzekł:

„Wszystko to, czego dotknęliście, to słoń. Każdy z was czegoś doświadczył. I każdy z was uznał to za swoją prawdę. Ale dzieje się tak ze wszystkimi ludźmi, którzy często dostrzegają tylko część prawdy, a nie widzą prawdy absolutnej”. Przy okazji: pomnik obrazujący tę opowieść („Blindenbrunnen”) stoi w Bonn, nad Renem. Znajdźmy więc, każdy z nas, swojego słonia i poskładajmy go po swojemu. Proponuję zacząć od… Sami wybierzcie!

INSTALACJA

Kliknij aby znaleźć instalatora, który zadba o dobór i instalację grzejników.

ZNAJDŹ INSTALATORA

ZRÓB TO SAM

Samodzielnie skorzystaj z kalkulatora mocy grzewczej i konfiguratora doboru grzejników.

DOBIERZ GRZEJNIK

OFERTA

Sprawdź ofertę grzejników kolumnowych PURMO.

ZOBACZ WIĘCEJ

GRZEJNIKI SĄ OBJĘTE 10-CIO LETNIĄ GWARANCJĄ