Strona główna

Aktualności

Aktualności

Pojedynek z Elbrusem - Władcą Wichrów

19.06.2005

Jakiś czas temu nasi instalatorzy, Purmo Experci: panowie Paweł i Piotr Kos z Bielska-Białej uczestniczyli w wyprawie na Mont Blanc. To dzięki nim flaga Purmo zawisła na najwyższym szczycie Europy. Ale ponieważ trwają spory, czy Mont Blanc jest rzeczywiście w Europie najwyższy, pan Paweł Kos zmierzył się również z jego konkurentem: szczytem Elbrus w zachodnim Kaukazie.

Elbrus jest zdecydowanie wyższy – 5642 m n.p.m. (800 m wyższy niż Mont Blanc), ale leży dokładnie na umownej granicy Europy i Azji (z jednej strony Rosja, z drugiej Gruzja), więc niektórzy uważają, że właściwie leży już poza Europą. Jednak najwięksi światowi alpiniści uważają inaczej i to Elbrus liczy się przy zdobywaniu Korony Ziemi (najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów). Elbrus jest wygasłym wulkanem i nie jest najtrudniejszy do wspinaczki. Otaczają go jednak lodowce ze zdradliwymi szczelinami sięgającymi setek metrów głębokości. To góry o wiele dziksze niż Alpy czy Tatry. Wokół Elbrusa pogoda jest kapryśna, gdyż samotnie występujący tak wysoki szczyt – do 2 tysięcy metrów wyższy niż sąsiednie wierzchołki  - „przyciąga” niże z niskimi chmurami, mgłami i huraganowymi wiatrami. A uczucie zimna potęguje wilgoć biorąca się z niedalekiego sąsiedztwa Morza Czarnego. Z pewnością jest więc Elbrus o wiele większym wyzwaniem dla alpinistów niż Mont Blanc. Przekonał się o tym pan Paweł. Oto jego opowieść:

"Na Elbrus wybraliśmy się 10-osobową grupą, a naszym przewodnikiem był Bogdan Magrel z Polskiego Klubu Alpejskiego z Tychów. Przygoda zaczęła się 2 czerwca 12-godzinną podróżą pociągiem z Katowic do Moskwy. W Moskwie przesiadamy się na samolot – 2,5 godziny do Mineralnych Wód i dalej busem przez malowniczą dolinę do naszej bazy w niewielkiej miejscowości Terskoł (w należącej do Federacji Rosyjskiej republice Kaberdyno-Bałkarskiej).
Następnego dnia wyruszamy na szczyt Czeget (3760 m n.p.m.) i zdobywamy go w gęstej mgle. Kolejne trzy dni aklimatyzujemy się na południowym stoku Elbrusa na wysokości 4100 m n.p.m. Nocujemy tam w starej szopie tuż nad spalonym schroniskiem, po którym zostały tylko mury. W dzień przed zejściem grupy do bazy w Terskoł, na jednodniowy odpoczynek stajemy we trójkę (ja, Darek z Łodzi i przewodnik) na przełęczy na wysokości 5300 m n.p.m. Niestety mgła jest za gęsta, by próbować zdobyć szczyt.
Ale po jednodniowej regeneracji sił wracamy na zbocze góry i szykujemy się do ataku na następny dzień. By zaoszczędzić siły, większość grupy miała z samego rana podjechać ratrakiem do tzw. skał Pastuchowa (4700 m n.p.m.), ja z przewodnikiem maszerujemy tam już na noc, bo i tak wszyscy do ratraka się nie zmieszczą. Nocujemy pod namiotem, ale rano pogoda nagle załamuje się i przekładamy wymarsz na kolejny ranek. Niestety, i kolejny dzień nie pozwala wyruszyć na szczyt. Wieczorem schodzimy na nocleg do szopy. Część grupy ma dosyć tego zamieszania i rezygnuje z wyprawy. Ale my czekamy.
I 11 czerwca (dopiero!) pogoda daje nadzieję na powodzenie akcji. Wyruszamy do skał ratrakiem (dwóch kolegów, przewodnik i ja), a dalej pieszo. Niestety, pogoda okazuje się zdradliwa - temperatura przekracza chyba – 20oC i wieje tak silny wiatr, że nie można utrzymać się na nogach. Nie udaje nam się zdobyć Elbrusa, docieramy jedynie ponownie na przełęcz leżącą 300 m poniżej szczytu...
Nasz przewodnik Bogdan powtarzał nam wcześniej, że pogodę będziemy mieli taką, na jaką sobie zasłużyliśmy. Do dzisiaj zachodzę w głowę, czym sobie na taką zasłużyliśmy!
Elbrus nazywany też jest Władcą Wichrów i Górą Szczęścia. Przekonaliśmy się aż za dobrze skąd się wzięła ta pierwsza nazwa. Szkoda, że nie okazał się dla nas również Górą Szczęścia!"

Powrót do "Aktualności"